piątek, 22 kwietnia 2011

21 Kwestia mycia twarzy samą wodą

Neestix pisze...



Naprawde da się myć twarz samą wodą? ;) Zmyje ona wszystkie brakterie? Bardzo chętnie bym wypróbowała. Może jak zrezygnuję z wszelkich sepcyfików myjących, to i skóra nie będzie taka sucha i wszelakie kremy będa zbędne. A ostatnio chyba wszystko mnie zapycha i powoduje wysyp. W razie czego - czym polecasz smarować twarz, by ją dobrze nawilżyć?

Mój plan wygląda tak:
- mycie twarzy samą wodą, przecieranie twarzy kwasem bornym 3%(przepisanym przez dermatologa)
- zrezygnowanie z owoców (w końcu to cukry, ale sama nie wiem, czy jest to niezbędne?), cukru, nabiału (serek wiejski chyba też odpada? trudno mi go będzie zastąpić, dlatego wolę zapytać). Oprócz tego chleb będe jadła tylko na zakwasie. Nie wiem, czy zacząć też pić herbaty z bratka. Co o tym myślisz?

Z góry dzięki za odpowiedź :)



Jos pisze...

Ja już od kilku lat myje twarz samą wodą a myłem już różnymi świństwami włącznie z mydłem malarskim do ścian - człowiek jak ma potrzebę to i g***** się umyje... Mimo wszystko mycie się samą wodą jak dla mnie jest najlepsze. Może nie zmywa ono wszystkich bakterii z twarzy, ale posiada jedną wspaniałą cechę - "uczy" twarz bronić się samodzielnie. Myjąc często twarz mydłem sprawiamy, że nasza skóra przestaje odpowiadać za ochronę samej siebie - tak jakby zrzucała tą odpowiedzialność na nas. Dlatego ważne jest, oprócz mycia twarzy bez chemikaliów, aby myć ją dosyć rzadko. Ja myję max 2 razy dziennie.

Odnośnie smarowania twarzy to tak jak napisałem w 19 poscie - nie odkryłem wspaniałego specyfiku, który nawilża. Ja nawilżam się od wewnątrz pijąc dużo wody.

Co do planu leczenia jak dla mnie jest ok. Powiedz jeszcze jaki to specyfik od kwasu bornego? Borasol, afronis, coś w tym stylu? Sam kiedyś byłem zwolennikiem "twardej diety" w leczeniu ŁZS. Dzisiaj podchodzę do tego dużo lżej i mam wątpliwości czy ma to duży wpływ na efekt końcowy. Ja słyszałem że nabiały nie są takie złe (przynajmniej serki). Proponuję nie przesadzać z ziołami gdyż mogą one kolidować z innymi lekami (ale nie muszą, nie wiem jaki będzie efekt, ale ostrzegam). Na zakończenie chciałbym dodać moją jedną uwagę do wszelkich diet: jeżeli będziesz miała taką sytuację, że zjedzenie którejś z tych zakazanych rzeczy będzie mogło poprawić twój nastrój to lepiej żebyś to zjadła niż żebyś się powstrzymała. Trzeba dbać o kondycję psychiczną. W takim 'folgowaniu sobie w łamaniu diety' trzeba być ostrożnym, ale raz na jakiś czas można sobie zrobić wyjątek.

Pozdrawiam

system klucza uniwersalnego

Neestix pisze...

Dziękuję bardzo za szybką odpowiedź :). Jeśli chodzi o kwas borny - dałam receptę i po prostu w aptece zrobili mi ten roztwór. W takim razie z serka rezygnowac nie będę, a cukier tylko ograniczę do samych owoców (ale nie suszonych). Nawilżać bardzo dobrze nawilżam się od wewnątrz - piję mnóstwo wody, teraz łykam też olej lniany i z ogórecznika. Może w końcu zaczną pomagać jak zrezygunuję z mydła. Mam taką nadzieję.

Mam jeszcze jedno pytanie - jak to jest z czosnkiem? Jeśli przyczyną mojego problemu ze skórą są np. drożdżaki, to jest szansa, że pomoże? Wiadomo ci coś o tym? Czytałam dzisiaj, by zjeść ząbek czosnku 2 godziny po kolacji.

Pozdrawiam


Jos pisze...

Hmmm.. z warzywami cebulo-podobnymi (ja to tak nazywam :P chodzi mi o cebulę, czosnek itp..) jest tak, że zawierają one w sobie pewnego rodzaju antybiotyk. Kiedyś w porywie szaleństwa zacząłem sobie robić okłady na twarz z gotowanej cebuli. Owe okłady praktycznie całkowicie wygubiły mój trądzik i na jakieś 3 dni całkowicie powstrzymały łzs. Niestety tylko na jakieś 3 dni... później miałem najgorszy wysyp Łojotokowego zapalenia skóry w moim życiu. Do dzisiaj mam po tym bliznę na twarzy. Dopiero jakiś rok później znachor wytłumaczył mi działanie cebuli / czosnku i zawatrego w nim antybiotyku. Tak jak powiedziałem - one mają w sobie swoisty antybiotyk. Co się tyczy antybiotyków - bakterie mogą się na niego uodpornić. Mimo to nie jestem w posiadaniu odpowiedniej wiedzy na ten temat, chociaż wiem kto jest. Ów znachor, o którym opowiadałem mówił mi, że antybiotykiem zawartym w cebuli można zwalczyć ŁZS tylko musi on być użyty w odpowiedni sposób. Niestety (albo i stety) nie miałem okazji dowiedzieć się jaki to sposób bo do tego czasu sam uporałem się z ŁZS. Jeżeli znajdę nr do tego znachora to osobom zainteresowanym takową terapią polecam skontaktować się z tym panem.

Sam bardzo lubię cebulę i czosnek i bardzo często dodaje je do potraw, które gotuję. Mimo to nie zauważam aby miały one jakikolwiek wpływ na stan mojej cery (kiedy je jem) - tylko raz zdarzył mi się lekki wysyp gdy do potrawy 'nawaliłem' chyba ze 4 ząbki czosnku. Mimo wszystko nie trzeba mnie żałować - nieumiarkowanie zarówno w jedzeniu jak i w piciu nie popłaca :P


Neestix pisze...

Dzięki raz jeszcze za pomoc :).


wtorek, 19 kwietnia 2011

20 Zastanawiałem się nad pewną kwestią

Myślę, że wielu z nas przynajmniej raz miało problemy natury psychicznej - załamania, depresje, natłok myśli związanych z przesadnym ocenianiem własnego wyglądu. W zeszłym roku miałem przyjemność pracować u pewnego Pana psychologa. Powiedział coś bardzo mądrego - "Wyróżniam 3 grupy osób, które nie korzystają z porad psychologa:
1) Osoby, które tej porady nie potrzebują
2) Osoby, które cierpią, ale z pewnych powodów (pieniądze, brak czasu.. itp.) nie korzystają z porad psychologa
3) Osoby, które cierpią, ale wstydzą się iść do psychologa

Z mojej perspektywy (osoby praktycznie zdrowej) łatwo jest komuś powiedzieć - idź do psychologa! Ja wiem. Każdy może sobie tak powiedzieć. Z doświadczenia wiem również, że są problemy, w których nawet nasi bliscy nie są w stanie nam pomóc. Sam miewałem takie załamania. Muszę powiedzieć, że jakość mojego życia i zdrowia (również na twarzy) poprawiła się po rozmowie z charyzmatycznym znachorem (jak znajdę do niego kontakt to napiszę o tym), który posiadał niesamowite umiejętności w zakresie analizy psychologicznej (podobno był niegdyś doktorem, nie wiem jakim.. ponoć zrezygnował z pracy i zaczął leczyć za darmo trochę innymi metodami). Pamiętajcie, problem ŁZS to też problem, który siedzi w naszych głowach. Dla wszystkich tych, którzy boją się odważyć w razie załamania przejść się do psychologa znalazłem pewną metodę, która omija konieczność odbycia niechcianej wizyty: http://porady.psychorada.pl/aff/jos

Dbajcie o siebie! Miejcie nadzieję.

Pozdrawiam

sobota, 16 kwietnia 2011

19 Nawilżanie i usuwanie brudu z twarzy

Anonimowy pisze...

...a czym się nawilżać?
Usuwać brud, zanieczyszczenie z twarzy - woda sama tego nie zrobi...

- W kwestii nawilżania to nie znalazłem odpowiedniego specyfiku, który by mnie nawilżał "zewnętrznie". W zamian za to piję dużo wody, do której czasem dolewam kilka kropelek cytryny aby woda zatrzymała się w organizmie. Czym usuwać brud? - to pytanie zadaje mi mój ojciec już od dłuższego czasu za każdym razem gdy opowiadam mu o moich metodach. Oczywiście, że sama woda brudu nie zmyje, ale ciepła woda + tarcie (odnosząc się do zasad fizyki) jest w stanie zdziałać cuda. Ja myję się właśnie ciepłą wodą i w tym delikatnie "wycieram" brud i tłuszcz z mojej twarzy opuszkami palców. Później odkręcam jeszcze cieplejszą wodę i zmywam brud i tłuszcz z rąk. Powtarzam ten rytuał kilka razy aż w końcu zmyję z siebie cały brud, tłuszcz i martwy naskórek, który tak często towarzyszy Łojotokowemu zapaleniu skóry. Oczywiście jeżeli twarz jest ubrudzona czymś innym niż tylko pyłki itp. to problem jest nieco trudniejszy. W takich sytuacjach ja zmywam wszelkie zabrudzenia płynem afronis (jest na bazie alkoholu a więc ma właściwości rozpuszczające).

piątek, 8 kwietnia 2011

18 Specyfiki z drogerii

Czesc

Przepraszam ze ponownie zawracam ci glowe ale pomyslalam ze byc moze bede mogla sie ciebie poradzic w tej kwestji. Czytalam na forum LZS ze olejek herbaciany jest pomocny na LZS wiec kupilam wczoraj zel do mycia twarzy na bazie olejku herbacianego z body shop (to jest raczej taki cleanser do mycia wrazliwej skory z niedoskonalosciami ktory ma postac pianki). Umylam nim wczoraj twarz i potem nalozylam masc robiona w Aptece na recepte w skladzie: Ac. salicylici 1,5, sulfur ppt 3,0, vaselini 10,0, pasta zinci od 30,0. Dzisiaj rano cala twarz jest jeszcze bardziej zaczerwieniona niz byla przed zastosowaniem tych dwoch specyfikow. Mam tez uczucie pieczenia na policzkach i szczegolnie na nosie. Czy to jest dobra reakcja skory na taka kuracje i ma byc zle zanim sie stan zapalny poprawi czy powinnam raczej przestac tego uzywac. Wiem ze nie jestes lekarzem ale moze w wlasnego doswiadczenie bedziesz w stanie mi cos podpowiedziec. Za kazdym razem jak cos stosuje (Nizoral, Salsun Blue) jest tak samo stan zapalny sie jeszcze bardziej uwydacznia. Moze to nie jest w ogole LZS. Opaduje juz mi rece musze ci powiedziec Maciek - nie chce mi sie czasami juz z tym walczyc.

Przepraszam za moj pesymizm,

X

Czesc

Tak w ogóle przepraszam za mój 5-dniowy zapłon. Mam sporo pracy ostatnio. Hmmm.. Tak sie zastanawiam.. Musialbym to zobaczyć zeby stwierdzić czy to ŁZS. Nie martwiłbym się akurat o skład leku robionego w aptece (gdyż ich składy przeważnie przewyższają jakością wszystkie inne leki robione w aptece bo nie mają konserwantów), ale martwiłbym się o skład tego żelu na bazie olejku herbacianego. Popełniasz ten sam błąd co większość ludzi cierpiących na ŁZS - szukasz specyfiku w drogerii. To nie jest odpowiednie miejsce. Zastanawiam się czy ten cały żel kiedykolwiek stał koło olejku herbacianego... Nie wiem czy wiesz, że jest masę "cudownych chemicznych wzmacniaczy zapachowych", które sprawiają, że prawdziwe źródło zapachu staje się zbędne. Dążę do tego, że ten żel może wcale nie mieć olejku herbacianego. Powiem Ci jeszcze coś co powiedział mi kiedyś pewien profesorek dermatolog (i to całkiem mądrze) - takie rzeczy są dla ludzi ze zdrową cerą. Przyniosłem mu wtedy pokazać żel do mycia twarzy Nivea dla cery wrażliwej. Polecam Pana Szulakiewicza, o którym wspomniałem kilka postów wcześniej, ale polecam również klinikę, w której pracują sami profesorkowie. Znajduje się ona na ul. Waliców (nie pamiętam ile, wujek Google na pewno będzie wiedział) - przypomniało mi się o tym.

Musisz się trzymać

środa, 6 kwietnia 2011

17 Zasady higieny a problemy skóry


Kilka lat temu, gdy miałem ciężkie problemy ze skórą ( a konkretnie z łojotokowym zapaleniem skóry, trądzikiem, trądzikiem posterydowym i z cystami ropnymi spowodowanymi gronkowcem złocistym), zastanawiałem się czy istnieje jakiś sposób aby chociaż w pewnym stopniu zmniejszyć występowanie objawów tych strasznych chorób. Dzisiaj już wiem. W moim przypadku miało to wielkie znaczenie.
Co chłopak, który ma 13 lat, może wiedzieć o zasadach higieny dotyczących obchodzenia się z chorobami skórnymi? Szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem za dużo. Dzieciak w takim wieku ma dużo ciekawszych spraw na głowie niż higiena skóry. Większość zasad, którymi się kierowałem to zasady wpojone mi przez rodziców. Jak mogą wyglądać takie zasady? Poniżej przedstawiam kilka przykładów:

1 Myj twarz mydłem aby zabić wszystkie zarazki.

2 Myj twarz często – nie powinna się tak świecić! Czy ty w ogóle ją umyłeś? Zobacz jak się świecisz! Wyszoruj ją dobrze.

3 Nie musisz często myć włosów! Nie bądź baba! Nie będziesz mył często, to nie będą ci się tak przetłuszczać.
4 Wystaw twarz do słońca. Poopalasz się, albo pójdziesz na solarium i wszystkie pryszcze Ci zginą!

To są tylko nieliczne, stereotypowe zasady, które przedstawiają zaściankową wiedzę na temat higieny skóry dotkniętej chorobą. Teraz wiem, że większość z nich można wyrzucić do lamusa.
Szczerze powiedziawszy, przetestowałem w życiu wiele metod zapobiegania trądzikowi i łojotokowemu zapaleniu skóry. Nie popełniajcie moich błędów.
Na dzień dzisiejszy myję włosy co najmniej raz dziennie szamponem head & shoulders. Kiedyś bardzo zaniedbywałem moją skórę głowy. Mając ok. 12-13 lat zaczęły mi się pojawiać we włosach swędzące strupy – to już był początek łojotokowego zapalenia skóry. Mało osób wie, iż skóra głowy jest rezerwuarem dla drożdżaków. Mówię tutaj nie tylko o czubku głowy, ale także o zaroście u mężczyzn.


Dbanie o gładką, ogoloną skórę twarzy może przynieść wiele więcej korzyści niż tylko zadowolenie kobiety.
Moje początki z jednorazówką były bardzo śmieszne.. Bałem się podrażnienia (i tak już zakrościałej) skóry twarzy. Strasznie obawiałem się aby nie pokaleczyć twarzy zdrapując krosty podczas golenia i żeby przypadkiem nie dotknąć części twarzy dotkniętych przez łojotokowe zapalenie skóry. Na pewno nie tylko ja miałem takie problemy. Golenie twarzy jednorazówką było dla mnie jak tor przeszkód. Starałem się omijać wszystkie zaskórniki, w związku z czym nie dość, że nie poprawiał się stan mojej skóry to jeszcze zawsze byłem niedogolony..
W końcu kupiłem sobie maszynkę elektryczną. Nie twierdzę, że maszynka elektryczna to zło, ale uważam, że wtedy to był błąd. Jedyną korzyścią jaką wtedy odniosłem to to, że byłem nieco bardziej ogolony :P
Mimo wszystko stan mojej skóry wcale nie ulegał poprawie. Często przyglądałem się twarzom moich kolegów z liceum. Również mieli problemy z trądzikiem, ale wyszli z nich znacznie szybciej niż ja. Zastanawiałem się co było tego powodem. I wpadłem na to! Oni wszyscy (albo prawie wszyscy) golili się maszynkami jednorazowymi i w dodatku nie cyckali się z krostami tak jak ja to robiłem. Tego samego dnia stwierdziłem, że trzeba stawić czoła problemowi. Ogoliłem się (krew się lała z krost :P uhh…) i zamiast jakichś bezalkoholowych płynów po goleniu ochlapałem twarz afronis. Od tego czasu dostrzegłem delikatną poprawę. Dzięki temu wyginęło mi 80 % krost i 100 % około-ustnego zapalenia skóry.

….

Wybaczcie, jestem już strasznie śpiący. Nie myślę już logicznie.. Dokończę kiedy będę miał chwilkę.

Miejcie nadzieję! Pozdrawiam!

ZZzzzzZZZzzzzz….


Obserwuj bloga przez pocztę!

x

ODBIERZ DARMOWY PREZENT

Dowiedz się jak pokonać ŁZS i inne choroby skóry!

W dodatku otrzymasz ode mnie mały prezent...

Prezent otrzymasz prosto na swój e-mail!



Zgadzam się z polityką prywatności