środa, 16 marca 2011

9 Historia mojej walki z ŁZS, cz 1

Początek mojej historii łojotokowego zapalenia skóry i trądziku sięga czasów gdy miałem 13 lat (obecnie mam 21). Jest to dla mnie bardzo smutna historia.

Pewnego dnia, mój kolega polecił mi pewien tonik oczyszczający Garniera na trądzik. Jak każdy nastolatek chciałem się podobać dziewczynom. Oczywiście trądzik nie jest atutem.. Bez głębszego zastanowienia, późnym wieczorem zastosowałem specyfik na swojej twarzy w miejscach gdzie występował trądzik. Od razu poczułem lekkie pieczenie w okolicach płatków nosa. Pomyślałem, że to jest działanie kosmetyku – tonik właśnie niszczy moje pryszcze i wągry.. Jak bardzo się pomyliłem.. Po całym zabiegu położyłem się spać z uśmiechem na ustach i z nadzieją na czystą cerę następnego dnia.

Teraz pukam się w czoło, jak bardzo głupie reklamy w telewizji mogą wypaczyć zdolność logicznego pojmowania świata. Oczywiście, nie mam nic przeciwko kosmetykom Garniera. Być może ów kosmetyk jest świetnym specyfikiem dla innych. Niestety, dla mnie nie był. Nie jestem przeciwnikiem eksperymentowania z nowymi lekami / kosmetykami – wręcz polecam poszukiwania na własną rękę. Gdyby nie to, dzisiaj nie siedziałbym przed monitorem bez problemów ze skórą twarzy.

Mimo to, należy odnosić się do wszelkich tego typu prób z wielką ostrożnością. Prawdopodobnie, gdybym zastosował kosmetyk dla cery tłustej i uprzednio odpowiednio oczyścił moją twarz przed zabiegiem, cała historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Tak jak mówią – to nie świat zewnętrzny jest zagrożeniem dla człowieka, lecz sam człowiek dla siebie. Niech mój przypadek będzie przestrogą dla innych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj bloga przez pocztę!

x

ODBIERZ DARMOWY PREZENT

Dowiedz się jak pokonać ŁZS i inne choroby skóry!

W dodatku otrzymasz ode mnie mały prezent...

Prezent otrzymasz prosto na swój e-mail!



Zgadzam się z polityką prywatności